Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozważania wszechświetne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozważania wszechświetne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Skłon ku czci nieboskłonu

Bardzo lubię patrzeć na niebo. Zawsze jest... inne. Ładne, brzydkie, szare, fioletowo-pomarańczowe, granatowo-rozświetlone, czarne, gwieździste, pochmurne, czyste, przerażające, pełne stad owiec, rotęczone, burzowe, zwyczajne... Kiedy na nie patrzę mogę poczuć się odczłowieczona, bo przecież borsuk i liść widzą je takim samym jak ja. Mogę udawać że nie ma na świecie ludzi, bałaganu, umierania i złych drzew. Albo że mieszkam w dżungli razem z dinozaurami, które wyginają szyje do góry i widzą wielki błękit, tak jakby nikt nigdy nic nie popsuł.

Niebo jest niebiańskie. Teraz już wiem czemu nie ma osobnej nazwy dla pośmiertnej nagrody.

poniedziałek, 12 maja 2014

Neuropszczoły

Jeżeli zastanowić się nad tym, w jaki sposób pszczoły myślą, to można by dojść do wniosku że w ogóle nie myślą. Jedna pszczoła w istocie nie myśli, ale cała pszczela inteligencja objawia się w podejmowaniu przez kolonię decyzji. Kiedy pszczoły szukają nowego ula (po tym, jak stary zostanie zniszczony, albo kiedy rodzina dzieli się na dwie) zbierają się w jednym miejscu i wysyłają zwiadowcze robotnice, które mają szukać w okolicy potencjalnego schronienia. Kiedy znajdą miejsce godne uwagi, wracają do oczekującej reszty i tańcem wyrażają, jak bardzo dobre miejsce znalazły. Im lepsze, tym dłużej i bardziej entuzjastycznie będą tańczyć, i tym więcej pszczół zainteresują swoim wyborem. Mniej ciekawe propozycje zostaną szybko zagłuszone przez kolejne zwolenniczki najlepszego miejsca przyłączające się do tańca po potwierdzeniu jego odpowiedniości. W ten sposób pszczoły decydują, gdzie zamieszkają i osiągają niesamowite efekty. Rzadko zdarza się, żeby wybrały zły dom, w którym nie pomieszczą zapasów miodu, albo który będzie zbyt dostępny dla drapieżników.

W podobny sposób działa nasz mózg. Grupy osobników - albo też neuronów - wymieniają się informacjami i współpracują ze sobą umożliwiając wykonywanie zadań, których pojedynczy neuron jest w stanie wykonać.

Cała pszczela kolonia jest podobna do jednego organizmu. Pszczoły są niczym komórki ciała. Zbieraczki i karmicielki tworzą układ pokarmowy, budownicze tworzą szkielet (używając przy budowie plastrów  rusztowań z własnych ciał), królowa wypełnia go nowymi komórkami, a wszystkie razem stanowią całkiem zgrabny system nerwowy, a nawet układ oddechowy zapewniający odpowiednia wentylację i kontrolujący temperaturę wewnątrz ula. Kiedy natomiast rodzina jest w pełni sił, osiąga "dojrzałość płciową" i rozmnaża się poprzez podział.

Niesamowite jest patrzenie na pracę pszczół, podglądanie, analizowanie ich zachowania, odnajdowanie analogii i uczenie się od nich o ewolucji, przetrwaniu i harmonii.

sobota, 19 kwietnia 2014

Czy pszczoły lubią muzykę?

Ostatnio na wykładzie z fizyki kwantowej, Profesor mówił bardzo piękne rzeczy o fundamentach kosmosu. Całkiem możliwe, że to właśnie muzyka leży u podstaw wszystkiego. Wszystko wskazuje na to, że cząstki elementarne są maleńkimi oscylatorami harmonicznymi, a jedynym powodem istnienia czegokolwiek jest cykliczność zaplątana w samą naturę świata. Funkcje falowe muszą zachowywać się tak, żeby cała materia nie rozpływała się tak po prostu w przestrzeni, bo gdyby się rozpłynęła, to nie moglibyśmy nigdy jej poczuć, ani nawet być rzeczywistymi, ucieleśnionymi istotami.

W szkole uczą o elektronach i fotonach, ale nie uczą o fononach. Nikt nie wspomina o kwantach drgań sieci krystalicznej, najmniejszych "cząsteczkach dźwięku". Cały świat jest jednym wielkim, rozedrganym, pulsującym tworem. W każdej istocie przez cały czas rytmicznie i jednostajnie wibrują wszystkie jej składniki.

Być może to stąd bierze się nasze upodobanie do rytmu, porządku i cykli. Nasze związek z muzyką sięga dużo głębiej niż możemy przypuszczać. Tak jak ze światłem - widzimy tylko wąski zakres tego, co zawiera w sobie bogactwo widma fali elektromagnetycznej. Możemy rozkoszować się dźwiękami skrzypiec*, szumem oceanu, szelestem drzew, czy ludzkim głosem, nikt jednak nigdy nie usłyszy muzyki miliardów atomów, ani monstrualnego śpiewu krążących wokół słońc planet.**

Skoro muzyka uosabia samą Naturę, nic więc dziwnego, że słuchające Mozarta krowy dają więcej mleka, a roślinki przy Bachu są jakieś takie bardziej zielone. Może mamy w układach nerwowych (albo we włóknach łodyg) jakiś ukryty kosmiczny rezonator, odpowiadający na muzykę.

A co z pszczołami? Trzeba im przyznać, że są wybitnie muzykalne. Mają uszy na stopach i rozmawiają za pomocą tańca. Potrafią przekazywać sobie  informacje o lokalizacji źródła nektaru za pomocą sekwencji ruchów. Robotnica będąca świadkiem tańca, trafi do miejsca oddalonego o kilometry, w którym nigdy nie była.*** Poza tym jestem przekonana, że pszczoły komunikują się też bzyczeniem. Kiedy grzebie się w ulach, odymia się je, żeby nie były agresywne i wtedy natychmiast zmieniają ton bzyczenia. Jakby rozprzestrzeniały między sobą informację o zagrożeniu pożarowym. Wściekła pszczoła też brzmi zupełnie inaczej niż spokojna, a kiedy przyłoży się ucho do zamkniętego ula, naprawdę słychać w nim pszczołowe melodie.
___________________________________
*  Tu znowu mamy szkatułkową muzykalność: od termicznych drgań cząstek, przez 440 oscylacji struny A w jednej sekundzie, do nut, motywów, fraz, okresów, części i całych utworów zanurzonych w rozmaitości temp i form.
** Pomijając już fakt, że dźwięk nie rozchodzi się w próżni.
***Gdybym była pszczołą, pewnie od razu bym zginęła, bo nie trafiam nigdzie, choćby ktoś tłumaczył mi sto razy, a czasami mam nawet problem ze znalezieniem miejsca, w którym już błam.

niedziela, 14 lipca 2013

Dlaczego pamiętamy przeszłość a nie przyszłość?*

Najnaturalniejszą odpowiedzią w świecie byłoby stwierdzenie, że to z powodu ewolucji. Wystarczy wyobrazić sobie osobnika, który pamięta przyszłość. Myślałby sobie taki delikwent "zjadłem kawał mamuta, więc nie jestem głodny" i umarłby z głodu, bo zanim by go zjeść zdążył, już uważałby się za najedzonego. Podobnie inny potencjalny protoplasta rodu ludzkiego z mutacją genetyczną odwracającą postrzeganie przyszłości i przeszłości, pamiętając, że za trzysta lat minie epoka lodowcowa, wyszedłby, będąc przekonanym, że będzie mu gorąco, na dwór bez niedźwiedziego futra i przemieniłby się w sopel. Istoty pamiętające przyszłość zniknęłyby więc z planety na drodze doboru naturalnego, ustępując miejsca tym, które mają wszystko w głowie (przynajmniej teoretycznie) po kolei.

Jeżeliby natomiast brać pod uwagę dodatkowe techniczne problemy związane z pamiętaniem przyszłości... Cóż, można by rzec, że w ogóle niemożliwością jest taki stan rzeczy, bo nie sposób skonstruować mózgu nieskończenie pojemnego, który pomieściłby w rejestrach wszystkie możliwe wersje wydarzeń, a tym samym wszystkie równoległe wszechświaty. Einstein może rzekłby na to, że "Bóg nie gra w kości", dajcie więc siłę działającą na wszystkie cząstki w Kosmosie, a powiem wam skąd się wziął i jak się skończy. Ale moment, moment... Całki, jakie "przyszłościowy" mózg musiałby obliczać chcąc przewidzieć wszystko w swojej pamięci, nie śniły się nawet studentom matematyki w najgorszych koszmarach, tak więc znów, który Stwórca taki cud obliczeniowy w czaszce stworzenia chciałby umieszczać? I gdzież byłaby zabawa z całym staraniem się o zbawienie, skoro każdy grzesznik pamiętając przyszłe piekło, czy to z zemsty czy z rezygnacji albo smutku zwyczajnego grzeszyłby stokroć gorzej niż zwyczajny?

Co innego, gdyby czas płynął w drugą stronę. Niestety odwrócenie strzałki czasu wiązałoby się ze zmianą wektora prędkości każdej cząstki elementarnej we Wszechświecie na przeciwny, co jest w zasadzie nieosiągalne, o ile Kreator nie pozostawił nigdzie na świecie wielkiego, czerwonego guzika do tego służącego. Chwileczkę, rzekłby kto bardziej dociekliwy, skąd wiemy właściwie, w którą stronę płynie czas? Na to kto pilniejszy zakrzyknąłby: "Z drugiej zasady termodynamiki!"** Ano właśnie. Entropia zawsze wzrasta, Kosmos staje się coraz bardziej nieuporządkowany, a filiżanki naturalną koleją rzeczy tłuką się, przechodząc z całkiem porządnej struktury do małego chaosu odłamków.

Jednakże nikt nie jest w stanie udowodnić, że naturą filiżanek nie jest scalanie się z porcelanowych kawałeczków. Po prostu fizycy zdecydowali pewnego dnia przyjąć określoną koncepcję co do zwrotu strzałki czasu i wypisali tłustym drukiem i zapewne na czerwono "ΔS≥0". Gdyby postanowili odwrotnie, w istocie czas płynąłby do tyłu i wszyscy pamiętalibyśmy przyszłość, która przecież już się wydarzyła! Ziarenka klepsydry, unosząc się w górę (tak tak, wzrost energii potencjalnej; dążenie do maksimum energetycznego i minimum entropicznego!) odmierzałyby kolejne przejścia z przyszłości przez teraźniejszość do przeszłości, wszystkie istoty zaczynałyby życie od śmierci, dążąc do pięknego dopełnienia swych dni w łonie matki (a potłuczone filiżanki miałyby przed sobą szczęśliwe życie pełne kawy i herbaty). Mała zmiana znaku i parę operacji przy definicjach i możemy stać się jasnowidzami. Tylko czy to w jakikolwiek sposób zmieniłoby nasze odczuwanie czasu?
___________________________
*  Sprawcą owych przemyśleń są owoce http://gruszko.blogspot.com/2013/06/ancuszek.html
**  Wtedy zapewne ten dociekliwy spytałby "W takim razie skąd wiadomo, że w ogóle płynie?", a tamten musiałby odpowiedzieć mu, że nie płynie wcale, i że sam czas nie istnieje, będąc jedynie czwartą częścią czasoprzestrzeni, a wszystkie zdarzenia są na czasoprzestrzennej mapie od zaranie dziejów wyrysowane. To zakończyłoby całą dyskusję o czasie, zanim przemądrzalcy zdążyliby dojść do głosu i głosem tym wygłosić swoje filiżankowe teorie.