Tak bajeczny, że aż bajkowy. Wyjęty żywcem z Alicji w Krainie Czarów. Tyle że zamiast przemalowywać róże z białych na czerwone, kolorowałam na czarno białe nitki. Cóż, sztuka współczesna... I tak jej nie zrozumiem. Moja Siostra Artystka najwyraźniej planuje zrobić coś w rodzaju kinowego dyplomu: najpierw Alicja, potem Mission: Imposiible w wykonaniu profesorstwa lawirującego między niewidocznymi sznurkami, a na koniec jeszcze pokaz filmów autorskich (naturalnie ze mną w roli głównej) na żywo. Jedno jest pewne, nudno nie będzie. Może nawet uda się zarobić co nieco na zakładach "Kto pierwszy wlezie w nitki i rozwali całą instalację".
A jak się nie uda, to może przyjmą mnie do pracy. Jutro mam wreszcie pierwszą rozmowę. Matko, jak w ogóle wygląda rozmowa o pracę? Pewnie przywiążą mnie do krzesła, podłączą do wykrywacza kłamstw i świecąc po gałach zmuszą do przyznania, że jednak nie mówię po niemiecku, wcale nie jestem sumienna i ni w ząb nie potrafię obsłużyć pakietu Office, a całe moje CV to kłamstwo. Mam tylko nadzieję że nie wyrwą mi paznokci, jeżeli będę grzecznie przytakiwać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz